Karczma pod Silberbergiem Strona Główna Karczma pod Silberbergiem
Witamy na nowym-starym forum dla larpowiczów Silberbergu :)

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przygoda #23
Autor Wiadomość
Akinori 
Fenrir


Skąd: Wrocław
Wysłany: 19-02-2015, 20:00   

… Naginata, ehh królestwo za miecz, tarczę i zbroje! – myśli sobie Fenris – Ale lepsze to niż nic. Tym się rzuca? Czy co? ehh uznam to może po prostu za taką trochę inną włócznie..

- Dziękuje Ci Drevedi, bracie. Jest jedna myśl która ciągle nie daje mi spokoju. Kiedy jeszcze żyłem na północy waszych.. znaczy naszych bogów przedstawiono potwornie, ale sądzę że tylko dla tego że nic o nich nie było wiadomo. Opowiesz mi o nich proszę? – Prosił – Jest jeszcze tyle rzeczy których nie rozumiem..
_________________
"Eee tam, wyklepie się na warsztacie"
 
 
Prim 
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 20-02-2015, 00:52   

Z zamyślenia wyrwał ją okrzyk Cynthii.
Pobiegła, by zobaczyć, co takiego dostrzegła alchemiczka...i zdumiała się.
Jezioro. Tłum. Milczący tłum.
I Ci ludzie w pióropuszach.
Dostojni, milczący. Ważni.

Gdy ten wielobarwny korowód powoli zmierzał w ich kierunku, czuła ogarniające ją podniecenie.
Niebawem się zacznie...
Po chwili dostojnicy pozdrowili oddział. Jako reprezentant, postanowiła odpowiedzieć na ich słowa. Skinęła głową i rzekła:
Pozdrowienie Wam, których możemy nazywać Przyjaciółmi. Radzi jesteśmy z pomocy, którą możemy dziś ofiarować.
Rozpoczęły się przygotowania.
Tubylcy po kolei podchodzili do Monolitu, dotykali go, po czym zaczynali kreślić na ziemi dziwne symbole, kręgi, zawijasy.
I ona postanowiła się przygotować. Znalazła odpowiednie miejsce, gdzie niebawem miała nadzieję nakreślić druidzki krąg.
To chyba był ostatni moment na rozmowę z oddziałem. Gdy przybędzie Szamanka, rytuał się rozpocznie.
Przywołała do siebie ludzi i popatrzyła im w oczy.
Kurta, Cythii, Reshiego, Verrona, Verlana.
Cholerny patetyzm. Ale trudno. Trzeba czasem.
Nie wiem, czy będziemy mieli szansę porozmawiać jeszcze przed Rytuałem. Ale sądząc po tym, że rysują symbole, powinien zacząć się niedługo. Korzystam więc z chwili.- rozglądnęła się wokół, po czym kontynuowała-

Stoimy na progu czegoś wielkiego. Czegoś, czego Północ jeszcze nie widziała. A jeśli widziała, to tylko w koszmarach. Koszmar Północy stanie się dzisiaj rzeczywistością.
Ale Północ sama zgotowała sobie taki los. Możnowładcy, królowie, książęta. Ich pycha, chciwość, zatracenie w sobie. My jesteśmy inni. My budujemy Nowy Świat.

-spojrzała w oczy każdego Imperialisty..dostrzegła w nich ogniki poruszenia.


Widzę przed sobą grupę...jak rzekła Szamanka- szaleńców. I bardzo dobrze. Tylko szaleńcy na tym świecie są coś warci. Są ponad gierkami Północy. Ponad potyczkami o każdy skrawek ziemi. Pragną czegoś wielkiego. I dążą ku wielkim celom.
Dzisiaj to właśnie dążenie ku czemuś więcej, niż marny tron północnych państewek. Niż marne wojenki. To krok ku unicestwieniu naszych ciemiężycieli. O mentalności dziesięciolatków. Ciemiężycieli całej ludzkości. Bożków Północy.

Dziękuję, że jesteście tu dzisiaj. Dzięki Wam, może powstać Nowy Świat. Nowy Ład. Sprawimy, że wolni ludzie, nie będą lękali się już bożków. Że staną się naprawdę wolni.
Dzisiejszy Rytuał to krok ku Nowej Erze Świata.
Świata, w którym Wielkie Imperium zajmie należne mu miejsce.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu
profesor Delfina da Tirelli- archeolożka i badaczka, najmłodsza wykładowczyni Uniwersytetu w Messynie

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
Ostatnio zmieniony przez Prim 20-02-2015, 00:53, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Indiana 
Administrator
Majestatyczny król lasu


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 20-02-2015, 05:01   

Słowa, które są napompowane pustą egzaltacją, patosem bez treści, zwykle budzą politowanie, odruchowy śmiech, emocjonalny dystans. Momenty, kiedy patetyczne słowa są pożądane i potrzebne, są niezwykle rzadkie w życiu każdego, bo najczęściej w obliczu prawdziwie doniosłych spraw, w zderzeniu z czymś wielki, prawdziwie Wielkim, słowa nie są potrzebne wcale.
Ale czasem w chaosie emocji, natłoku wzruszeń, obaw, decyzji i wątpliwości umyka znaczenie i wymowa chwili, która dopiero nazwana zaczyna być zrozumianą.

Nikt się nie odezwał.
Verron zdawał się być nieco zdezorientowany, czujność nie pozwalała mu ani na chwilę przestać się rozglądać i analizować potencjalnych dróg ucieczki, miejsc do walki, pojawiających się zagrożeń.
Reshi wyglądał na zamyślonego, jakby jego myśli nie były bliżej niż Ofir.
Verlan w zamyśleniu międlił między zębami jakieś źdźbło i tylko bezwiednie kiwał głową, jakby podświadomie potwierdzając słowa druidki.
Kurt patrzył w jakiś odległy punkt podłogi, jego twarz wyrażała zawziętość i zdecydowanie.
Cynthia dłonią powstrzymała drżenie ust i nerwowo przetarła oczy.
- Nic tam nie zostało - szepnęła, po czym zorientowawszy się, że bez kontekstu to bez sensu, dodała - Nic, wartego zostawienia przy życiu... Ech... - otrząsnęła się ze złych wspomnień i sentymentów - my się tutaj wzruszamy, zastanawiamy, analizujemy. Oni tego nie robią. Oni po prostu przyjdą tu i zabiją każdego, kogo znajdą... o ile im pozwolimy. Prim, gdybyś nie potwierdziła tego przymierza - spojrzała w oczy hobbitki - to odeszłabym z organizacji i została tutaj. Tak sądzę... Ale nieważne. Dzia...
Urwała w pół słowa, mrużąc oczy ze zdziwienia.
Podążyliście wszyscy za jej wzrokiem, skierowanym na środek sali.
Przed Monolitem stała ona. Wyglądała inaczej, zapewne dlatego, że białą suknię zmieniła na krwistoczerwoną i nałożyła wyraziste ozdoby. Płomienne włosy przepasywał diadem, z którego na czole zwisał duży kawał minerału, oprawiony w misterną srebrną chyba obejmę. Ramiona opasywały bransolety, także z kawałkami minerału, wykonane z takim kunsztem, że różnica między topornymi ozdobami wodzów plemion a jej rzucała się mocno w oczy.
Nie, z całą pewnością nie mogliście przegapić momentu, w którym przeszła z powrotem zza białych wrót. Czy to była ona czy jej emanacja? Może wśród jej licznych zdolności była także możliwość bilokacji? Albo to jakaś iluzja, halucynacja...
Zdawała się także kreślić znaki - symbole nasączone mocą zdawały się w ogóle być typowe dla magii Zapołudnia. Ale ona kreśliła je w powietrzu, idąc krok za krokiem wokół Monolitu. Jej pomocnicy, kapłani czy kimkolwiek byli, ci w białych szatach, szli za nią, rozkładając w najwyraźniej do tego przeznaczonych szczelinach w mozaice sporej wielkości kryształy.
Gdy obeszła cały monolit, strzepneła dłonie, rozcierając je w znajomym wam geście, usuwając odrętwienie z koniuszków palców i podeszła w waszym kierunku, delikatnym gestem dając wam do zrozumienia, byście podeszli.
Spojrzeliście na nią z bliska. Na jej twarzy widoczne było zmęczenie, ten rodzaj zmęczenia, charakterystyczny dla długich, wyczerpujących zabiegów magicznych, które wymagają używania własnej energii aż do granic wytrzymałości organizmu. Jej blada skóra była jeszcze bledsza, pod skórą zaznaczały się wyraźnie nabrzmiałe z wysiłku żyły, oczy miała podkrążone i zaczerwienione, u nasady włosów widać było kropelki potu.
- Od kiedy rozpoczęliśmy budzenie naszego ludu, robiliśmy już wiele razy ten rytuał - powiedziała spokojnym, zmęczonym głosem - Zapisujemy w Monolicie wiedzę, która nie pochodzi od nas, ale stanie się częścią. W ten sposób choć trochę dogonimy utracony czas życia setek pokoleń. Ten rytuał stanowi wstęp do Przebudzenia. Po nim będę wyczerpana i brak mi będzie sił. Ci, którzy wśród mojego ludu potrafią czynić cokolwiek z mocą, wspomogą mnie przy rytuale i także oni będą pozbawieni możliwości. Przez chwilę będzie w waszych rękach to, by Przebudzenie odbyło się na czas. Gdy tylko odzyskam choć minimum mocy, rozpocznę je, a wy dołączycie w taki sposób, w jaki uznacie za stosowne, zapisując w Pamięci swój znak. Jeśli jesteście gotowi, zacznę. Na zewnątrz lada chwila zacznie się czerwień...

- Ich należy się bać... - szepnął Dervedi, wspierając się na włóczni - Oni są ... są inni. Nie źli, są inni, odlegli. To, co obce, budzi strach. Ale są też potężni i za dawnych dni dali opiekę Ludowi. Oni... są jak wielkie, groźne zwierzę, które postanowiło przygarnąć ludzkie szczenię. Nigdy ich nie zrozumiemy. Ale są częścią Więzi, są na jej drugim końcu...
Patrz. Nie oczami, patrz myślą. Otwórz myśl. Rozumiej. Nie "chciej rozumieć", a właśnie rozumiej. Patrz przez myśl. To przyjdzie samo, Więź jest wokół ciebie. Dołączyłeś do przygarniętych szczeniąt...
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 21-02-2015, 00:07   

Popatrzyła po ich twarzach.
Nie była pewna czy zrozumieli. Tylko Cynthia zaczęła coś mówić, lecz nie skończyła.
Przerwało jej przybycie Szamanki. Zmęczonej, słabej Szamanki.
W której stanie z pewnością nie należało przeprowadzać Rytuału.
Lecz trudno, klamka zapadła. Miejsce było przygotowane.
Prim westchnęła.
Zatem będą zdani na siebie.
Wyśmienicie. Wręcz wyśmienicie. - przebiegło jej przez myśl. Nigdy nie miała do czynienia z niczym podobnym....
Jeśli sama Matka Natura nie pomoże...to będzie beznadziejnie.
Westchnęła ponownie.
Zajmijcie pozycje. - rzuciła do oddziału- Niech Matka Natura będzie z Wami.
Ruchem ręki zatrzymała Kurta.
Gdyby..gdyby mi się coś stało, oczywiście- dowodzisz. Ufam Twoim decyzjom.
Skinęła głową.- Gdyby...się coś stało... dobrze było Was poznać.
Kurt skinął głową.

Odeszła kilka kroków.
Skupiła myśli. Ustawiła na wolnym kawałku ziemi komponenty. Ich energia być może będzie potrzebna w odpowiedniej chwili.
-Ja jestem gotowa. Możemy zaczynać. - zwróciła się w stronę Szamanki
Przymknęła oczy. Wsłuchała się w energię, płynącą w jej ciele.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu
profesor Delfina da Tirelli- archeolożka i badaczka, najmłodsza wykładowczyni Uniwersytetu w Messynie

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 21-02-2015, 01:27   

/wcześniej/
Po odejściu hobbitki znalazła miejsce jako tako odpowiadające jej wymaganiom. Lepszego w zamkniętej podziemnej komnacie i tak nie będzie. Zapamiętała je dokładnie, ale odłożyła rysowanie kręgu na później. Robienie tego teraz było bezcelowe.

Gdy do sali wpadła Cynthia, wraz z innymi poszła na górę, a tam rozwarła szeroko w oczy. Atmosfera odbierała dech w piersiach. Milcząca ściana ludzi czekająca na Szamankę, na Przebudzenie, jej dzieło.
Pojawił się nieznaczny ruch i spostrzegła zmierzające ku piramidzie, odziane w czerwień postaci. Odsunęła się na bok, jak im nakazano.
-Elen sila lumenna omentielvo! - odpowiedziała cicho, przyłożywszy dłoń do obojczyka i skłoniła się również. - Z radością wspomogę was w dziele odzyskania waszego dziedzictwa i waszego imienia. Zrobię, co w mojej mocy. - odprowadziła ich wzrokiem. Zatem to są pozostali przywódcy tego ludu. Ciekawe, czy spotkam ich w przyszłości...

Do czułych uszu elfki dochodziły słowa stojącej nieopodal Primuli, jednak wpuszczała je jednym uchem, a wypuszczała drugim. Zdawały się być podniosłym monologiem ku pokrzepieniu serc... lub czymś do niego podobnym. Skupiła się na poczynaniach kapłanów. Kryształy przywodziły jej na myśl mahię pethabańską, znaki rozpoznawała - podobne widziała wielokrotnie tego lata.

Błądziła wzrokiem po komnacie, aż spostrzegła stojącą przed monolitem Szamankę. Przelotne spojrzenie wystarczyło, by wiedzieć, że kobieta mocno nadwyrężyła swoją życiową energię.
-Już mówiłam, w tym względzie możecie na mnie liczyć. Myślę, że na Pani Primulę również. Jako druidka, może być nawet bardziej przydatna niż ja.
Odeszła do upatrzonego wcześniej miejsca. Ręce opuściła wzdłuż ciała i cicho zanuciła słowa oczyszczenia.
-Gainazail igoerakerin itxi gatriketa... - Krążąc kilkukrotnie usypała krąg, rozłożyła komponenty. Zrobiła wszystko aż do ustabilizowania pobranej energii i zebrania maleńkich grudek wonnej żywicy i ułożenia ich po środku. -Egonkortze indarrak. - Wybrzmiało cienko po raz trzeci. Nawiązała z Szamanką kontakt wzrokowy i skinęła krótko głową. - Jestem gotowa.

Toruviel rozłożyła nową porcję komponentów i przyklęknęła po środku kręgu. Czekała.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Indiana 
Administrator
Majestatyczny król lasu


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 21-02-2015, 04:31   

Na polecenie Prim Kurt skinął głową i machnął na pozostałych. Wbiegł schodkami na galeryjkę... i prawie wpadł na Fenrisa. Wyhamował, zmrużonymi oczami zmierzył go z góry na dół ze szczególnym uwzględnieniem trzymanej w rękach naginaty, po czym minął, ostentacyjnie szerokim łukiem i nie odwracając się plecami.
Irytował go ten człowiek, nie było opcji, żeby miało się to zmienić w najbliższym czasie. Szamanka go przygarnęła? Och, cóż za uroczy łatwy sposób na załatwienie sobie nowej czystej tożsamości. Ale on nie wybaczał tak łatwo, jak piękna pani od tubylców. Nic z tego.
Usadowił się na dole schodów, za słupem. Stąd miał doskonały widok na całe pomieszczenie, czysty strzał niemal w każdym kierunku, a do tego widział schody i całą galerię. Odpiął kuszę, zaczepił strzemię i odciągnął do tyłu dźwignię. Nałożył bełt na prowadnicę, pozostałe ułożył tak, żeby były łatwe do wydobycia. I czekał.

Cynthia obeszła jeszcze raz wszystkie miejsca, gdzie rozłozyła termitowe ładunki. Sprawdziła zapałki, odpaliła kilka, żeby sprawdzić, czy nie są zamoknięte. Sprawdziła sakwę z preparatami, czy się łatwo otwiera, i kord, czy można go szybko wydobyć.
Verron znalazł sobie miejsce przy schodach, zakładając, że w razie czego będzie mógł interweniować tak na dole, gdyby, dajmy na to coś się tam pojawiło, jak i na górze, gdyby ktoś pakował się przez schody. Verlan usadowił się na górze schodów, z podobnym założeniem.

Tymczasem Szamanka, ukłoniwszy się obu kobietom, odeszła na środek sali. Wodzowie podchodzili do niej po kolei, witając się uściskiem, objęciem za ramiona, ukłonem głowy. Było ich łącznie piętnaścioro, jak zdołaliście policzyć, kobiety i mężczyźni, raczej niemłodzi, niezwykle strojni, jednak ich odzienie ... Cóż, potrafiliście już odróżniać to, co pochodziło z dawnych lat świetności, od współczesnych, prymitywnych mimo wszystko przedmiotów. Oni byli z "teraz". Ona - z "wtedy".

Zaczęła wędrówkę wokół monolitu. Powoli, krok za krokiem. Przechodząc, wykonywała gesty i wypowiadała słowa, aktywując kolejne znaki, które rozjarzały się błękitem. Gdy obeszła krąg po raz trzeci, dostrzegliście, że coś się dzieje na obrzeżach. We wnękach pomiędzy owymi wodnymi kaskadami i pnączami pojawiły się błękitne emanacje. Kolor był oczywisty, wszystko tu, cała magia, opierała się na Minerale. Ale zasady, według których działał cały system, stanowiły dla was zagadkę.
Świetliste sfery zaczęły wyostrzać kontury i po chwili dało się zauważyć, że w każdej z nich znajdował się człowiek. Lub elf. Lub krasnolud. Klęczeli z pochylonymi głowami, opuszczone wzdłuż ciała ręce musiały być chyba czymś przymocowane do podłoża. Może byli czymś oszołomieni, albo w ogóle były to tylko emanacje ich dusz, w każdym razie pozostawali nieruchomi.
Maiput krążyła tym razem po większym okręgu, malując w powietrzu znaki tym razem na samych jaśniejących sferach, gdy je aktywowała słowami, znaki rozjaśniały się i promień, łaczący je z kręgiem wokół monolitu stawał się wyraźny dla oczu.
Po chwili cała sala, pokryta magiczną symboliką, zaczęła przypominać jakiś olbrzymi klejnot z filigranowym, pięknym wzorem.

Podeszła do pierwszej od strony schodów sfery. Mężczyzna, który w niej się znajdował, miał na oko blisko czterdziestki. Był potężnej budowy i chyba był bardzo wysoki. Siwe włosy, rozczochrane pomimo spiętego na karku kucyka, spadały mu na twarz. Gdy podeszła i wyinkantowała zaklęcie, mężczyzna zdawał się ocknąć z letargu. Podniósł głowę, rozglądając się.
Słowa, które wypowiadała Szamanka, nie były wypowiadane głosem. Ale słyszeliście je.
- Rembercie dar Mirge. Znasz moje warunki i moje pytanie. Dam ci wolność i bezpieczeństwo, tobie i twojej żonie i twoim córkom, dam ci miejsce wśród nas. W zamian potrzebujemy twojej wiedzy. Weźmiemy ją i tak, ale wtedy ty umrzesz. Teraz jest czas na twoją odpowiedź...
Cisza trwała długo. Mężczyzna kręcił głową jak w niedowierzaniu, kilka razy napiął niewidzialne więzy tak, że węzły żył na przedramionach stały się widoczne nawet z galeryjki.
A wy w swoich umysłach zobaczyliście to, co ona pokazywała jemu.
Buzie dzieci. Trzy dziewczynki bawią się z psem na vekowarskim nabrzeżu. Śmieją się. Wołają go. Piękna kobieta wyciera dłonie o fartuch, dłonie pachną ciastem chlebowym. Uśmiecha się uroczo.
Gdyby któreś z was w tym momencie spojrzało na samą Szamankę, dostrzegłoby ogromny wysiłek, z jakim to robiła. Żyły na skroniach i szyi stały się błękitne, sploty warkoczy uniosły się wokół niej jak węże, policzki zrobiły się czerwone ze zmęczenia.
Widzieliście wyraźnie jasność tej sceny. Prowadzące do niej schody, ścieżkę. Zrób ten krok. Zrób. Wejdź na tę ścieżkę.
Po chwili usłyszeliście odpowiedź. Mężczyzna pochylił głowę i pozostał chwilę w takiej pozycji. Jego głos był niski i dźwięczny. Pewny. Ale nie rozumieliscie słów z początku, tylko jakieś mruczenie. Mężczyzna nucił.
- ...póki stać będziem w jedności potężni... miecz cios da pewny, a tarcze osłonę ... trwać będzie wiecznie chwała Akwirgranu... wspieraj Modwicie wergundzką koronę...

Ostatnie słowa wypowiedział już, nie wyśpiewał, z mocą i czysto, podniósł głowę, patrząc na na Szamankę. Ona z każdym słowem z kolei opuszczała głowę, jakby nie wierząc, po twarzy płynęły jej łzy. Na krótką chwilę zamknęła twarz w dłoniach, po czym wyprostowała się, słyszalnie wypuściwszy powietrze z płuc, i skłoniła się uwięzionemu. Płakała.
Uniosła ręce, dłonie skrzyżowały się z promieniem, łączącym z wewnętrzymn kręgiem, który wybuchł jasnością, po monolicie przebiegły wyładowania energii, rozbłyskując iskrami, coraz gęściej i gęściej, aż skupiły się w jednym miejscu. Wiązka, wessana w promień, uderzyła w sferę, odbierając jej na chwilę barwy. Wergund wyprężył się, usta otworzyły się w bezgłośnym krzyku, twarz wykrzywiła się. Trwało to sekundę, po której Szamanka ujęła więź w dłonie i wytłumiła promień, obróciła go w dłoniach, jakby kręciła czymś i puściła, po czym opadła ciężko na ziemię. Promień lekko się rozproszył i nabrał błękitnej barwy, objął sferę, docierając do leżącego tam człowieka. Wyraźnie zmienił kierunek, teraz szedł od sfery do monolitu, który po chwili błysnął i z gasł, a gdzieś wysoko nad wami błysnęło coś w wewnętrznej ścianie obelisku.
Wiedza została zapisana. Sfera zgasła. Na posadzce zostało bezwładne martwe ciało.

Maiput podniosła się po chwili, twarz miała już spokojną.
Powtarzała rytuał przy każdym z czternastu więźniów. Ośmioro się zgodziło. Sześcioro umarło. Byli wśród nich ludzie, elfy Talsoi, dwóch krasnoludów.
Zabitych wyniesiono na prostych, zrobionych z desek, noszach na zewnątrz.
Żywi z trudem się otrząsali i tubylcy w białych strojach musieli im pomagać wstać. Większość miała zawroty głowy, byli osłabieni, przesileni przepływającą energią. Wprowadzono ich do góry w asyście "białych" kapłanów, dano im koce i wodę. Dostrzegając Fenrisa w większości uśmiechali się.
Więc to naprawdę - mówiły ich myśli, które Fenris widział - Więc tak jest być częścią i byli przed nami już inni. Jest nadzieja.

Zniknęły wszystkie sfery. Za wyjątkiem jednej.
Tej, w której spoczywał leżący Astori.
Tymczasem Szamanka ledwie trzymała się na nogach. Poprosiła o wodę i wypiła wielki, litrowy dzbanek na raz, po czym obmyła twarz w kaskadzie, ciężko dysząc.
Po chwili skinęła głową do Prim i Toruviel. Spojrzała na was wzrokiem, jakby przepraszała, że musieliście patrzeć, ze smutkiem. Oczy miała zaczerwienione od płaczu.
- Został on - powiedziała chrapliwie - Chcę wejść w płaszczyznę szamanów, tam gdzie rządzi Władca Koni. Jeśli uda mi się odnaleźć tam uwięzionego i powiązać go z mocą Monolitu, to zdołam go wyciągnąć. Ale potrzebuję asekuracji, wsparcia waszej mocy, aby nie odciął Więzi. Bo wtedy zostaniemy tam oboje. Moi ludzie nie posługują się mocą - wyjaśniła swój plan - Polegam przede wszystkim na Więzi i mocy Monolitu, ale to jak balansowanie z wielkim ciężarem na wąskiej krawędzi. Wasza moc nie dorównuje mocy Monolitu, ale będzie impulsem, który pchnie ciężar we właściwą stronę w e właściwym momencie.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 21-02-2015, 23:37   

/chwilę wcześniej/
Na dźwięk swojego imienia, obróciła się w stronę Toruviel.
Pomogę, jak tylko będę mogła. - powiedziała cicho

Skupiła się. Na ziemi rozrysowała okrąg. Ustabilizowała przepływ energii.
Spojrzała na Szamankę. Kiwnęła głową. Rytuał się rozpoczął.
Sala rozjarzyła się tysiącem blasków. Prim czuła przepływ impulsów, buzujących w Minerale. Nigdy nie widziała czegoś podobnego.
A potem...potem pojawiły się sfery. I więźniowie.
Ta wizja...wizja dzieci... była taka wyrazista...
Życie ludzkie jest świętością. Darem. Największym.
Wiedziała, że i Szamanka to wie. Czuła jej łzy. Nie wiedziała, czy są to łzy żalu, czy bólu, czy może zmęczenia. Współczuła jej. Ją, druida, związanego nieodłącznie z żywiołem życia, bolało. Najgorsze było to, że nie mogła nic zrobić, co więcej- zgodziła się na to. Ona- która obiecywała chronić ludzkie życie, teraz może tylko stać i patrzeć.
Nienawidziła bezsilności. Bardziej, niż czegokolwiek innego.

Teraz, gdy widziała rodzinę tego człowieka...jego dzieci...i to wszystko z powodu jego Wiedzy. Ech.
Widziała wiele w swoim życiu. Widziała, jak zabierano jej Dom, widziała śmierć w oczach ludzi, którzy już nigdy nie powrócą do rodzin. A zasną już tylko raz, ostatni. Widziała rozdzielone rodziny, widziała śmierć swoich...tam w zamku Corv.
Ale nigdy nie czuła się tak, jak w tym momencie. Źle. Bezsilnie. Podle.
Poczuła, jak coś gorącego spływa po jej policzku.
Dziwne...prawie zapomniała, że potrafi płakać.
Z każdym kolejnym zabitym człowiekiem kolejna gorąca łza spływała kącikiem ust, by spaść w dół , na rozjarzoną posadzkę wokół Monolitu.
W imię sojuszu. brzęczało jej w głowie.

Wreszcie Szamanka skończyła. Tylko sfera z nieprzytomnym Remusem była jeszcze aktywna.
Prim zobaczyła oczy Ognistowłosej, zaczerwienione od łez. I ją samą. Wykończoną.
A jednak zdolną do kolejnego poświęcenia.
Wysłuchała jej planu.
- Dobrze. - odpowiedziała słabym głosem. Popatrzyła na ciało Imperialisty.
Oby się udało...
- Teraz rozpoczynasz Przebudzenie? Przywrócenie Pamięci, dobrze rozumiem?- zadała szybko pytanie- Powiedz nam jeszcze- Kiedy dokładnie ja i Panna Toruviel mamy ukierunkować energię? - dodała.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu
profesor Delfina da Tirelli- archeolożka i badaczka, najmłodsza wykładowczyni Uniwersytetu w Messynie

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
Ostatnio zmieniony przez Prim 21-02-2015, 23:38, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 22-02-2015, 00:12   

Toruviel czuła drzemiącą, cyrkulującą powolnie, lecz gotową do działania moc. Objawiała się ona zmysłom jako błękitne światło.

Serce zamarło w niej na chwilę, gdy wyraźnie zobaczyła postaci zamknięte w świetlistych sferach. Z ciężkim sercem obserwowała to, co się działo. Czuła dogłębny smutek. Nie była to bezrzeżna rozpacz, jak ta po utrcie Aenthilu, lecz żal za to, do czego przykładała właśnie ręki. Żal wywołany świadomością, że ci wierni, honorowi ludzie umrą za swoją szlachetność. Żyć lub umierać. Oni mają dwa wyjścia. I my też. Będziemy żyć.

Zapłakała, gdy na posadzkę ze słowami pożegnania na ustach opadli Talsoje.

To było najgorsze w tym wszystkim. Oto byli Ludzie Północy. Postanowiła sobie odśpiewać później za nich Nairë Firinion – Lament Poległych. Nie mogłaby inaczej. Wstała z klęczek.

Na koniec została ostatnia sfera. Z Remusem Astoriim w środku. A Szamanka, jeśli wcześniej była zmęczona, to teraz sięgała granicy swojej wytrzymałości. Toruviel pamiętała ten stan, w którym czuła mdłości i zawroty głowy, w którym mdlała z powodu ilości użytej mocy.
-Oczywiście. - przytaknęła słowom Primuli. - Ale mocy potrzebujesz od razu. Jeśli pozwolisz... - elfka wyskandowała, gestykulując - Alea indarra luorinium xirrit aitoru. Egonkortze indarrak. - poczuła uciekającą od niej moc. Była to autorska formuła stworzona przy użyciu standardowych rozkazów magicznych oraz kilku słów rytuału pobrania many. "Emituj moc powietrza, przesuń, nasyć. Ustabilizuj moc." Magini była pewna jej skuteczności.

Gdy skończyła, wciągnęła szybko powietrze. To był duży jednorazowy wydatek energetyczny.
-Mogę prosić o chwilę? Muszę uzupełnić moją własną energię. Na wszelki wypadek. - to prawda. Musiała teraz zaczerpnąć dwukrotnie, z dwóch partii komponentów - najpierw, by uzupełnić swoje prywatne siły, z których uszczknęła, by przekazać moc, a następnie pobrać energię do przesłania Szamance.

Gdy skończyła, skinęła, dając znak, że jest gotowa.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
Ostatnio zmieniony przez Toruviel 22-02-2015, 00:15, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 22-02-2015, 03:29   

Widocznie obecny tylko materialnie podążył za resztą do "punktu widokowego". Chcą nie chcą zbliżał się do rzeczy, o których lepiej nie myśleć w towarzystwie czytających w umysłach osób. Szczególnie biorą pod uwagę, że twoje oddanie sprawie jest wątpliwe według niektórych. Przyglądał się jak rytuał przebiegał. Chciał zapamiętać imiona tych, którzy nie poszli na łatwiznę i nie dołączyli do szamanki, wykazali się .. hm, połączeniem odwagi, nadziei i głupoty. Albo zwyczajnie nie mogli żyć jako osoby, które sprzedały się wrogiemu najeźdźcy.
 
 
Akinori 
Fenrir


Skąd: Wrocław
Wysłany: 22-02-2015, 17:13   

Jestem tak bardzo bezużyteczny…moja ognista Pani naraża życie dla ludu a ja jedyne co mogę zrobić to siedzieć z założonymi rękoma. – rozymślał Fenris patrząc na rytuał, monolit i ludzi biorących w nim udział. – O starzy bogowie! Bogowie mojej nowej rodziny, wy którzy jesteście prawowitymi władcami tego świata. Błagam was jako jedna z części waszego ludu. Pomóżcie mojej Pani! Obdarzcie ją siłą i wytrwałością. Pożywcie się moim strachem, o przyszłość, pożywcie się moim starym gniewem, pożywcie się moim szczęściem które tu odnalazłem. Wesprzyjcie moją Panią.. błagam was… - modlił się w duchu.
_________________
"Eee tam, wyklepie się na warsztacie"
 
 
Indiana 
Administrator
Majestatyczny król lasu


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 24-02-2015, 04:16   

- Przed rytuałem Pamięci muszę przywołać go z powrotem - odpowiedziała Primuli - Muszę go znaleźć, a on musi się zgodzić. Tak, jak każdy z tych tutaj musiał... Wtedy będę mogła, wspierana mocą Monolitu, zerwać zaklęcie Mori Khana, sprowadzić go z powrotem stamtąd. Gdziekolwiek to jest. Dopóki jego imię i jego świadomość nie zostaną zapisane na kamieniu, on nie stanie się częścią Więzi i nikt z nas nie będzie miał dość mocy, aby wyrwać go z koszmaru. Ale to musi się stać przed rytuałem przywrócenia Pamięci, po nim bardzo trudno mi będzie dołączać cokolwiek do Więzi.

Upewniwszy się, że rozumiecie nawzajem swoje plany i zamierzenia względem tej "operacji", wszystkie trzy podeszłyście do ostatniej ze sfer.
Blask minerału, kształt pomieszczenia, refleksy odbijające się na wodnych drobinkach szemrzącej kaskady - wszystko to tworzyło dla oczu niezwykle urodziwy teatr barw i blasków. Połączona z Monolitem wąskim świetlistym promieniem sfera wyglądała jak kulista łza, która wypłynęła z wielkiego błękitnego oka.
Maiput nakreśliła symbole na posadzce wokół i w powietrzu.
- To - cichym głosem tłumaczyła swoje poczynania - to są kręgi ochronne, które staną się aktywne, gdy dłoń zostanie położona na tym kole. Gdyby rzeczy zaczęły iść nie tak jak powinny i gdyby nastało niebezpieczeństwo, każda z was może się w nich schronić, kładąc tu dłoń. Monolit stworzy wokół ochronną sferę energii. Tutaj łączę moc Monolitu z umysłem tego człowieka, a tutaj robię drogę dla siebie, aby móc połączyć z nim także mój umysł. A tutaj - te znaki łączą was ze mną. To mój ideogram, wraz z moją otwartą tutaj energią. To... to moja furtka. Jeśli zabraknie mi siły, każda z was może tędy pójść za mną i pomóc, zanim za mną zamknie się ściana.

Po tych słowach stanęła twarzą do migoczącej ściany sfery, rozłożyła szeroko ręce i zrobiła krok, wciągając głęboko powietrze jak człowiek przed skokiem do wody. Energetyczna warstwa rozbłysnęła delikatnie. Szamanka weszła do wewnątrz i usiadła przy leżącym.

Dalej rzeczy dla patrzących z zewnątrz potoczyły się niezwykle szybko, jednak dla samej Szamanki, której drogę mogłyście obserwować, to była długa mentalna droga poza własny umysł.
Odnaleźć jego świadomość. Podążyć jej śladem. Nawiązać kontakt. Uzyskać odpowiedź...
Wy obie, czy to przez skomplikowany system rozrysowanych symboli, czy przez własne używane zaklęcia, odczuwałyście obecność Szamanki. Kiedy uklękła przy Astorim, a potem spłynęła na ziemię, jakby zasnęła. Wy widziałyście jej aurę, wytwarzaną zasobem używanej energii życiowej. Była mocna, spokojna, świeciła chłodną czerwienią. Odczuwałyście jej obecność tak, jak szóstym zmysłem wyczuwa się czyjeś spojrzenie czy pojawienie się obok.
Astori z kolei był dla was zupełnie nieodczuwalny.Jakby nie było go, jakby nie leżał oddalony od was o trzy metry, oddzielony tylko warstwą eterycznego błękitu.
Drgnął promień łączący Monolit ze sferą.
Zapulsowała powierzchnia sfery i rozbłysły wykreslone na niej znaki.
Leżący Astori zadygotał, jakby nagle przeniknął go chłód. Aura świadomości zaczynała być dla was z powrotem odczuwalna.
Maiput także zadrżała, śpiąc. Zacisnęła dłonie w pięści. Spodziewałyście się, że zbudowana więź zwizualizuje się tak, jak w poprzednich przypadkach, że dostrzeżecie mknące ku Monolitowi światło. Ale nic takiego się nie działo. Za to obydwie osoby, których emanację z natężeniem obserwowałyście, zaczynały powoli niknąć. Znikać. Zamierać.
Promień stawał się coraz cieńszy.


Stojący dookoła tubylcy z niepokojem obserwowali scenę. Ufali jej, ale doskonale odbierając jej mentalną obecność zaczęli się bać.
Fenris także to odczuł. Jakby odeszła gdzieś daleko, jakby przygasło światło dookoła. Wszystko zamarło w oczekiwaniu na sygnał, że wszystko w porządku. Ktoś lekko płaczliwym głosem zawołał jej imię. Ktoś zaczął w głos przyzywać Opiekunów.
- Zróbcie coś... - szepnął nerwowo Drevedi, zaciskając dłonie na drzewcu włóczni - Idźcie po nią, czy jak...


Te same słowa powtórzyła kobieta w olbrzymim zielonym pióropuszu, która stanęła między Prim i Toruviel.
- Idźcie po nią! - powiedziała z prośbą w głosie - Posługujecie się mocą... Potraficie to zrobić. Idźcie...
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 24-02-2015, 23:30   

Marszczyła czoło. Coś było nie tak. Zawsze coś musiało pójść nie tak. Ludzie dookoła zaczynali tracić panowanie nad emocjami. Padały prośby. Do nich. Do obcych. Pomóżcie jej... Zróbcie coś...
Na co ja się tam przydam? Jedyne, co mogę zrobić, to wskazać jej drogę. Wysłać energię. Więcej nawet nie potrafię. Nai i Ear varyar enye... Jeśli ona tu umrze, kto wie, kiedy będziemy mieć następną szansę.
Toruviel podeszła do jednego w dwóch narysowanych symboli. Kątem oka obserwowała także druidkę.
Wyciągnęła dłoń i dotknęła ideogramu. Poczuła chłodny dreszcz. Nauva man a horya na. Będzie, co ma być. Wzięła głęboki wdech i powiedziała wyraźnie.
-Alea indarra luorinium xirrit aitoru. Egonkortze indarrak. - ponownie poczuła jak opuszcza ją energia. Siła potrzebna do inkantacji. Moc wysłana w przestrzeń, której nie rozumiała. Zachwiała się. Poza kręgiem, kiedy nie musiała polegać tylko i wyłącznie na zmagazynowanej mocy, ukierunkowanie takiej jej ilości nie było łatwe. Wymagało wysiłku.

Odsunęła się, oddychając powoli. Zostawiła na tę chwilę Szamankę w rękach Primuli. Musi zaczerpnąć po raz kolejny, albo będzie bezużyteczna. Znowu... znowu, który to już raz dzisiaj będzie pobierać? Czwarty? Tak.. czwarty i piąty. Ale będzie potrzebowała tej energii. Wycofała się, by ponownie rozrysować krąg... wznieść barierę... rozłożyć komponenty...
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Prim 
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 25-02-2015, 00:36   

Ludzie wokół niepokoili się. Podobnie jak ona. Czuła strach. Więź, pomiędzy nimi, a Szamanką, z każdą kolejną minutą stawała się coraz cieńsza. Prim bała się, że w ogóle zaniknie.
Cholera jasna....
Stojaca obok Toruviel również zaczęła odczuwać niepokój. Posłała energię przy pomocy ideogramu. Druidka widziała jej zdenerwowanie. Magiczka chwilę później odeszła kilka kroków, by uzupełnić energię.
Podwójna cholera jasna. A jak to nic nie da?
Szamanka powiedziała, że możemy za nią podążyć....
Być może idzie za nim wgłąb...dlatego emanacja niknie. Ale tym samym i ona oddala się coraz bardziej...
Wzmocnienie.
Cholera.

Podeszła do ideogramu. Pośle część energii, póki Toruviel nie uzupełniła swojej.
Dotknęła znaku. Poczuła lekkie mrowienie w palcach.
Matko Naturo, użycz Twej mocy... Poślij energię życia tam, gdzie Twa wierna, wyczerpana córka ratuje Twego syna. Użycz mocy, poślij ją, ku potrzebującej. - szepnęła.
Nie wiedziała, czy pomogło. Miała nadzieję, że tak. Czuła, że część energii pomknęła...gdzieś w nieogarnione sfery.
Jeśli nic się nie poprawi za kilka sekund...trzeba będzie zaryzykować. - rzekła do Toruviel, nawet się nie obracając, by nie utracić kontaktu z gasnącą emanacją. Czekała, aż tamta wróci.
Trzeba było coś zrobić. Zaryzykować. Pójść dalej za Szamanką. Najdalej jak się da. Nie miało znaczenia, że kompletnie nie miała o tym pojęcia. Należało jakkolwiek wzmocnić Ognistowłosą.
Szaleństwo, ale trudno. Jeśli pomimo posłanej energii emanacja będzie słaba nie będzie innego wyboru.
Potrójna cholera.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu
profesor Delfina da Tirelli- archeolożka i badaczka, najmłodsza wykładowczyni Uniwersytetu w Messynie

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
Ostatnio zmieniony przez Prim 25-02-2015, 00:41, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 25-02-2015, 23:03   

Oczyściła miejsce po rytuale z resztek niestabilnej mocy. Była zmęczona. Okropnie zmęczona, choć ponownie krążyła w niej energia. I bała się. Tak jak podczas Ucieczki, tak jak w Messynie w trakcie swojej pierwszej walki.
-Wiem. Ale... ja nie wiem jak to zrobić. Będziemy szły w ciemno. - powiedziała cicho i podeszła do sfery wyczekując jakiejkolwiek oznaki poprawy. Jakiegoś sygnału, że ich "drogowskaz wystarczy.
W końcu wyciągnęła dłoń ku hobbitce. Będą musiały wkroczyć w błękitną sferę. Nie chcę iść tam sama. Chociaż to Imperialistka.
-Modlę się o jedno - by moja dusza pozostała wśród mojego ludu. Ale raczej nie mamy specjalnego wyboru, prawda, pani Primulo?
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 26-02-2015, 00:16   

Przyglądał się całemu zajściu z oddali. Wypadałoby się przygotować na wizytację kompanii pożegnalnej ... Choć równie dobrze mogą spotkać uciekinierów po wyjściu stąd i zdecydować się zawrócić... Nigdy mnie za bolało nastawianie się na najgorsze. Trzeba coś ogarnąć.
Jak zadecydował tak zrobił. Przy sobie miał tylko sztylet, którym za dużo nie zwojuje jak będzie musiał walczyć. Za cel obrał sobie znalezienie alchemiczki, dysponował wyposażeniem z jakim miał najwięcej doświadczenia. Wybrał się w podróż po okolicy rozglądając się za połową składu kobiecego w oddziale.

Kiedy w końcu ją znalazł dał wyraźnie do zrozumienia po co przyszedł.

Potrzebuję jakiś miksturek. No wiesz, na wszelki wypadek. Z tym czymś - Puknął w sztylet przy pasku. - Za dużo nie zdziała, za to z granatami mam tylko pozytywne wspomnienia. I jeszcze coś na leczenia by się przydało. A nawet jak więcej jakbyś był hojna. - Uśmiechnął się. - Proszę.
 
 
Prim 
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 26-02-2015, 01:18   

Popatrzyła na wyciągniętą dłoń Toruviel. Z lekkim zdziwieniem. Nie spodziewała się takiej propozycji.
- Nie wiem, czy nie bezpieczniej byłoby, gdyby jedna z nas została. Jeśli druga nie będzie w stanie wrócić, pierwsza jej pomoże. Pomoże Szamance i Remusowi.
Pani z elfów jest tu jedyna. I jest posłem.
przełknęła ślinę- Pójdę za nią.- popatrzyła na Szamankę- Jeśli taka Pani wola...możemy iść razem, lecz wydaje mi się to jednym wielkim szaleństwem. Bezpieczniej, by jedna z nas pozostała we wsparciu. A Pani... Pani należy do swego ludu. - popatrzyła w jej oczy, wiedziała, że nie jest zadowolona ze współpracy z kimś, kto chce zniszczyć to, w co wierzy- Ze mną jest jeszcze energia talizmanu.
To powiedziawszy skinęła głową.
- Idę. - dodała, zwracając się w stronę Toruviel- Jeśli taka Pani wola, proszę dołączyć. Lub wspomóc mnie potem. Kiedy będzie gorąco. - ściszyła głos- Dziękuję. Za zaufanie.
Nie mam kompletnie pojęcia, co robię...Trudno. Matko Naturo, wspomóż to szaleństwo...
Od zawsze miała skłonność do spraw wariackich i z nikłą szansą powodzenia.
Na co ja jeszcze czekam? uśmiechnęła się gorzko do siebie

Podeszła do sfery, podobnie, jak wcześniej Szamanka. Skupiła energię, wciągnęła powietrze. Znalazła się w środku. Klęknęła obok Ognistowłosej. Położyła dłoń na jej ciele. Postanowiła wejść w trans. Pójść za nią. Improwizowała. Nie miała bladego pojęcia, czy wróci, i co konkretnie ma zrobić. Wiedziała jedno- że trzeba połączyć się z Szamanką. Miała nadzieję, że Toruviel poradzi sobie na powierzchni. I wspomoże ją, gdy coś pójdzie źle.
Zaczęła nucić modlitwę do Matki..prosić ją przez moc talizmanu. Powoli odpływała.
Miała nadzieję, że znajdzie gdzieś Szamankę, że ją wspomoże...że jej aura zaraz rozbłyśnie na nowo.
Matko Naturo..wspomóż Twe dziecię... Pomóż mej sprawie...pokornie Cię proszę..Matko, która kochasz wszystko, co żyje...wspomóż tego, który narażając życie uratował córkę Twoją. Daj mi moc, bym pomogła....
Skupiła się na ideogramie Szamanki.
Iść za nią Matko...pozwól...
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu
profesor Delfina da Tirelli- archeolożka i badaczka, najmłodsza wykładowczyni Uniwersytetu w Messynie

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Indiana 
Administrator
Majestatyczny król lasu


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 26-02-2015, 06:29   

Reshi,
Cynthia stała przy Kurcie, w napięciu obserwując to, co działo się na dole. Gdy podszedłeś, złapała cię za rękaw.
- Rany, czy ona zamierza wleźć tam...? - szepnęła, widząc poczynania hobbitki - Trzymaj! - nie patrząc w ogóle na ciebie wyciągnęła z sakwy kilka fiolek.
Spora, błękitna. Zasklepianie.
Dwie malutkie, czerwonawe. Schłodzenie oparzenia.
Jedna, biaława. Detoksyna.
- Weź to na dół może - wcisnęła ci w ręce jeszcze jedną, to była maść w metalowym puzdrze - Wzmocnienie świadomości, może być potrzebne. I to, psiakrew, wzmocnienie sił witalnych...
- Spokojnie, mała - mruknął Kurt znad kolby kuszy - Będzie dobrze, druidka wie co robi...

Tymczasem druidka wcale nie była tego pewna...

Wewnątrz błękitnej sfery zacierały się wymiary, poprzez płynne migoczące warstwy trudno było rozeznać, co jest pionem a co poziomem. Wszystko pulsowało, ułatwiając wejście w stan transowy. Utrudniając myślenie.
Szamanka leżała na ziemi, wsparta ramionami na piersi leżącego Astoriego. Jego ciało drżało raz po raz, było zimne, choć na twarzy widoczne były ślady gorączki, suche usta, pot na czole, blada skóra i wypieki na policzkach.
Ona odwrotnie, wydawała się cała byc płomieniem, biło od niej ciepło. Chciałaś jej dotknąć, ale odległość zamiast się skracać, wydłużała się. Błękitna otoczka drgała ogłupiająco, zaczynała cię irytować. W ten sposób dawało się wywołac atak epilepsji, wiedziałaś o tym, stan transowy również, ale czy naprawdę nie da się inaczej...
Wokół pachniało ziołami. Spojrzałaś pod stopy. Tak, z pewnością nadawały by się do wywołania transu. Caliandra. Szałwia wieszcza. Lulek czarny. Argemon. Czy nie prościej było je zerwać i uzyć do tego? Przyklękłaś, zrywając wyschnięte pełne nasion główki argemonu, ale one rozpływały ci się w dłoni. Hm, może to dlatego, pomyślałaś, są niestabilne. Ale przecież jest ich tu tyle, na tej łące, taka ilość, aż po horyzont!
Było ciepło, ciepły wiatr rozwiewał ci włosy. Wyciągnęłaś rękę po kolejną główkę argemonu. Ta nie rozwiała się, gdy jej dotknęłaś, tylko zmieniła kolor na zielony. Intensywnie zielony. To nie mak. To oko. Drugie rozbłysło zaraz obok. Wielkie, zielone oczy.
Olbrzymi jaguar patrzył na ciebie, przekrzywiając głowę. Powinnam się bać, pomyślałaś. Jaguar miał obrożę z ozdobnych kawałków Minerału. Uniósł wargi, ukazując ostre jak noże kły, podniósł się i machnął ogonem leniwie, po kociemu. Ruszył, oglądając się, czy idziesz za nim.
Horyzont był czarny jak smoła. Kontrastował z wysuszoną bladą żółcią stepu.
Gdzieś w oddali zarżał koń.
Ziemia zadrżała.
Jaguar miauknął nerwowo i przyspieszył. Ruszyłaś za nim biegiem. Ziemia drżała i kołysała się, po chwili bujała się jak pokład okrętu w czasie burzy.
Gdzieś w górnych jej częściach zobaczyłąś tuman kurzu. Huk się wzmagał. Jaguar gdzieś zniknął, tuman się zbliżał, w piaskowym obłoku dostrzegłaś sylwetki wielkich rumaków. Szły ławą, ogarniając cię z jednej i drugiej strony.
Strach.
Rzuciłaś się do ucieczki, huk za tobą rósł i wzmagał na sile.
Panika.
Rzuciłaś wzrokiem przez ramię i prawie dostrzegłaś tuz za sobą zawieszone w powietrzu wielkie kopyta, uderzające jak młoty w suchą ziemię. Zmiażdża cię.
Biegniesz. Step unosi się przed tobą, utrudniając ci ucieczkę, za to za tobą wciąż się obniża w twoim kierunku, stado biegnie z górki rozpędzone, szalone.
Wrzeszczysz.
Coś chwyta cię za kostkę stopy, wywracasz się, uderzając z rozmachem o ziemię, przetaczasz się kawałek.
Widzisz nad sobą kopyta, krzeszące iskry z kamieni, kurz, słyszysz huk i łomot. Ktoś trzyma cię za rękę i wciąga w dół, pod wami tworzy się załom, nad którym toczy się końskie tornado.
Odwracasz się.
Jaguar leży przypłaszczony do ziemi, jego ogon obija się o grunt. Olbrzymie zielone oczy błyszczą w ciemności.
Huk rozpływa się w oddali, podnosicie się. Jest ciemno. Dokoła was rozjarzają się ogniki. To oczy, wiesz to, chociaż nie widzisz istot. Słyszysz z ciemności syczenie, warknięcia. Wokół was jarzy się błękitna sfera. Coś wielkiego, pobłyskując kłami i pazurami, rzuca się na ciebie, obala na ziemię, czujesz gwałtowne szaprnięcie bólu. Nad tobą przemyka rudo-czarny kształt.
Jaguar obala stworzenie, czujesz ciepły bryzg krwi na twarzy, widzisz rozrywane ścięgna i tętnice. Kot unosi paszczę, uwaloną w krwi i wnętrznościach. Zielone oczy błyszczą jak latarnie.
Powarkiwania i syczenie wokół was się wzmaga. Jaguar warczy, raz po raz rzucając się na coś, ale przyspieszacie kroku. Przed wami widać jasną przestrzeń, rośnie i zbliża się.
Po chwili. Chyba. Czujesz na twarzy powiew ciepłego wiatru stepu. Dziura w ziemi, z któej wypełzasz, jest obrośnięta trawą, wąska tak, że musisz się przeciskać. Za tobą w ciemności zostają kły, pazury i oczy.
Idziecie. Przestrzeń zmienia płaszczyzny i punkty odniesienia. To, co przed chwilą było niebem, nagle masz pod stopami, chrzęści suchą trawą. To, co było punktem w oddali, nagle otacza was, okazując się powietrzem. Mijający czas zmienia się w niebo. Wiatr staje się chwilą.
Tylko jedno miejsce nie zmienia się w tym kalejdoskopie. Odległy, czarny punkt powoli staje się wielkim drzewem.
Jesteś pod nim.
Jest jak drzewo. Widzisz korzenie i koronę, i pień. Ale widzisz też więcej. Korzenie jednocześnie są tutaj, toną w ziemi, ale sięgają dalej, niżej. Widzisz, jak przenikają powłoki, jedne, kolejne, nikną gdzieś. Korona tonie w światłości, w której migoczą kształty, jakich nie umiesz nazwać, chociaż widzisz ją tuż nad swoją głową. Patrząc w gałęzie, widzisz, jak rozchodzą się na boki, w odległe przestrzenie, odległe, bliskie, dawne, przyszłe, nienazwane, jak są drzewami na stokach Velidy...
Dostrzegasz ją wreszcie.
Siedzi przy niej olbrzymi jaguar.
Jest inna. Znów jest w bieli, nie w czerwieni. Włosy oplatają ją, poruszając się jak kocie ogony.
Widzisz, jak materializuje się w jej dłoniach obsydianowy miecz, ona tnie nim kolejne sploty korzeni, miecz pęka i rozpryskuje się. Pod jej stopy, gdzie leży już cała sterta obsydianowego gruzu. Ona materializuje kolejny.
Biegniesz za jej wzrokiem.
Remus Astori wisi na drzewie. Szyję oplata mu bluszcz, dusząc i unieruchamiając, ciało wygięte w nienaturalnej pozycji jest powykręcane przez sploty gałęzi, poprzebijane nimi. W szeroko otwartych, ale nieprzytomnych oczach jest wielki ogrom cierpienia.
Maiput odwraca się do ciebie. W oczach ma łzy bezsilności i wściekłości.
On musi się zgodzić! Musi! Inaczej nie będzie Więzi! Ale ja nie potrafię zmusić drzewa, by go puściło. Nie mam władzy nad drzewami!
W oddali przetacza się grom. Błyska. To nie grom. To kopyta. Horyzont zaczyna się unosić.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 27-02-2015, 01:14   

Powoli odpływała. W sferze wszystko było..zatarte. Zatarty czas, przestrzeń, Szamanka i Remus.

Spojrzała pod stopy. Rzeczywiście, były tam zioła... jak mogła ich wcześniej nie zauważyć? Może ich nie było...a może właśnie były?
Aczkolwiek łąki tu z pewnością nie było.
A teraz była.
I był jaguar. Z zielonymi oczami. Zwierzę Szamanki.
Kontynuujmy to szaleństwo...
Czarny horyzont...i żółty step...
Nigdy wcześniej nie była w takim miejscu...nigdy wcześniej nie czuła się tak... poza światem. Sama.
Żółty step i jaguar- przewodnik.
Czuła, jak pogrąża się w odmęty tego koszmaru coraz głębiej, mocniej, dalej. Nie myślała już logicznie. Rozglądała się tylko po tej pustej przestrzeni, trzymając dłonią talizman na szyi- jedyny związek ze światem, który opuściła. Dodawał jej odwagi, stabilizacji, harmonii.
A ziemia drżała.
Cel, wyraźny cel- odnaleźć ją. Wspomóc. Wrócić. Tylko to było teraz ważne. Zduszenie lęku, zduszenie strachu. Przeszłość została za nią.
A ziemia drżała.
To było jak zły sen. Jaguar gdzieś zniknął. Znowu była sama. W świecie, o którym nie miała pojęcia.
A ziemia drżała.
W tumanie kurzu, który wstrząsał wymiarem, dostrzegła końskie sylwetki. Pędziły w dół. Wprost na nią. Zaczęła uciekać. Krzyczeć. Czuła, jak w kącikach jej oczu zbierają się łzy. Nie zdąży.
To koniec.
Nagle ból w kostce. Spotkanie z ziemią. Bolesne. Załom. Tornado przeszło.
Patrzyła znów na jaguara.
Dobrze Cię widzieć. -szepnęła. Zwierzę skinęło jej głową.
Kostka bolała. Bolały także siniaki od spotkania z ziemią. Podniosła się i zacisnęła zęby.
Wyszli na powierzchnię. Ciemność. I oczy.
Matko Naturo...w co ja się wpakowałam... przebiegło jej przez głowę.
Przytrzymywał ją tylko cel. Jeden jasny cel. Szamanka i Remus. Ściskając talizman szła dalej.
Wyciągnęła z pochwy Wykałaczkę. W świetle sfery ostrze zajaśniało błękitnym blaskiem.
Nie zauważyła z której strony nadszedł atak. Coś skoczyło w jej kierunku. Zdążyła wykonać jedno cięcie, ale i tak nie za wiele dało.
I znów ziemia. I ból. I struga krwi, która pociekła po jej ramieniu i twarzy.
I jaguar, z którego pyska wystają poskręcane jelita.
Okropne miejsce.
Podniosła się. Z twarzy skapnęło na ziemię kilka kropel krwi. Nie tylko jej krwi. Otrząsnęła się. Rany zapiekły. Wyciągnęła szybko bandaż i jednym sprawnym ruchem owinęła nim rękę. Nie miała pojęcia, czy to iluzja, czy rzeczywiście w tym świecie jest to możliwe. Czy już nie rządzi nią obłęd. Nie miała zamiaru się zastanawiać. Trzeba przeć. Trzeba znaleźć Szamankę.
Czas ruszać. Wraz ze zwierzęciem przyspieszyła kroku i znalazła się w kolejnej rzeczywistości.
Nie miała pojęcia ile czasu minęło. Przeciskała się przez kolejną dziurę, myśląc tylko o tym, że trzeba odnaleźć Szamankę. Tylko to trzymało ją w ryzach. Nie dopuszczała innych myśli, lęków, uczuć.
Bynajmniej nie zamierzała tu zwariować. Wiedziała, że gdy się zatrzyma, dopadnie ją strach, więc parła naprzód. Do czarnego punktu. Zmieniały się przestrzenie, ale on sam pozostawał.
Drzewo. Punkt był drzewem. Niezwykłym, rozłożystym, górującym nie tylko nad jedną ziemią. Lecz nad każdą ze znanych przestrzeni. Drzewo Drzew. Drzewo Drzew Velidy...
I Szamanka.
Nareszcie ona. Westchnięcie duszy. Jedno ogniwo spokoju zostało włączone do tego łańcucha szaleństw. W dłoniach ściskała obsydianowy miecz, którym cięła z zawziętością korzenie Drzewa. Była inna. Biała. Z jaguarem przy boku.
Na drzewie wisiał Astorii. Cierpiący. Poprzebijany korzeniami. Mimowolnie podniosła rękę do twarzy i odsunęła ją natychmiast. Rana zapiekła.
Szamanka zauważyła jej obecność, błagalnym, bezsilnym głosem, zwróciła się o pomoc. Łza spłynęła po jej policzku.

Prim po raz pierwszy się zatrzymała. I ogarnął ją gniew. Gniew silny, potężny i dziki.
Jej człowiek wisi poprzebijany na drzewie. Ktoś śmiał podnieść rękę na człowieka, który poświęcił się dla Szamanki. Ktoś śmiał grozić jej i światu. Ktoś śmiał drwić sobie ze wszystkiego. I uwięzić jej człowieka. Jej człowieka. W tym całym szaleństwie. W tym szaleństwie szaleństw, gdzie nieustannie ucieka przed własnych strachem i rzeczywistością koszmaru.
Zadzierając z nią, zadarł z Matką. Nie tylko jej Matką.
Poczuła Moc. Ciepło. Gorąc. To, które zwykle przewodzi, gdy człowiek znajduje się na granicy szaleństwa.
Oczy zwęziły jej się w szparki. Podbiegła do drzewa. Stanęła obok Szamanki.
- Przepuść mnie- poprosiła cicho
W oddali błysnęło. Ziemia zadrżała.
Prim złożyła ręce do modlitwy.
Matko Naturo, Matko wszystkich istot. Matko, która wyznaczasz drogę w szaleństwie. Matko, która jesteś, gdy wszystko zawodzi. Matko Pierwotna. Matko Najwyższa. Użycz mi Mocy. Użycz mi Mocy, bym mogła pokonać przeciwności. Bym mogła ocalić tych, którzy na cierpienie nie zasługują. I których uwięziła tu pycha Niegodnego. Uratuj swoje dzieci Matko. Tych, którzy dla Ciebie wstają każdego dnia. Matko, bądź ze mną gdy rozum zawodzi.
Zgięła ręce w łokciach, przybliżyła do piersi. Wypuściła szybko powietrze. Zamknęła oczy. Po czym wbiła dłonie w Drzewo. Zagięła palce. Krew. Nie miała znaczenia.
Ustąp. Mocą Matki nakazuję- ustąp. Drzewo, które należysz do niej, oddaj tego, którego trzymasz w gałęziach. Oddaj więźnia. Mocą Matki Natury mówię ustąp. Mój bracie w Matce, ustąp.

Matko Naturo, pomóż. Matko Naturo, która władasz wszystkim, co żyje, wszystkim, co było, jest, co przemija, pomóż.


Poczuła ciepło w dłoniach. Moc. Ciepło pulsowało, rozchodziło się dalej, wgłąb Drzewa. Po chwili przerodziło się w Gorąc. Parzyło. Nie miało znaczenia.
Ustąp.- powiedziała cicho. Żadnej reakcji.
Po twarzy zaczęły spływać jej łzy bólu. Nie puszczała.
Nie złamiesz mnie Szamanie. Nie licz na to.
Jeszcze mocniej wpiła ręce w Drzewo. Kaskada łez spływała po jej twarzy na ziemię.
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu
profesor Delfina da Tirelli- archeolożka i badaczka, najmłodsza wykładowczyni Uniwersytetu w Messynie

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
 
 
Indiana 
Administrator
Majestatyczny król lasu


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 27-02-2015, 07:10   

Horyzont unosił się coraz wyżej, jak nadchodząca fala. Z góry dochodził cię huk, w którym można było rozróżnić uderzenia kopyt i histeryczne rżenie.
Jaguar przypadł do ziemi, sycząc i szczerząc kły.
Ziemia drżała. Drzewo drżało.
Wraz z pędzącym tabunem nadchodziła fala strachu, zimnej, mokrej paniki. Panika szarpała cię za poły tuniki, unosiła włosy, zimną łapą chwytała za kark, byle odwrócić twoją uwagę od drzewa.
Step uniósł się i zaczął zawijać nad wami, jak fala załamująca się nad brzegiem.
Drzewo drżało.
Włókna drewna pulsowały płynącą w nich energią. Jak tętno żywej istoty. Jak twoje tętno. Płynęła w nim żywiczna krew, pompowana od korzeni, które widziałaś, zapuszczone w nicości, w absolucie, rozpostarte w mroku pustki, o którą się stabilnie opierały, pompowały życie przez kolejne światy, przebijając się jak strumień pod zamarzniętą skorupą lodu. Życie pulsowało. Uderzało w twoich skroniach, spinało twoje mięśnie. Mięśnie drzewa. Skronie drzewa. Czujesz jego rytm, jego porządek.
Porządek. Natura. Ona. Ty. Drzewo. Rzeczy takie, jakimi być powinny. Tutaj. Na zapołudniu. W Velidzie. W pustce. W absolucie. W milionach światów, liściach Drzewa. Natura. Tym jest, porządkiem. Właściwym rytmem, dzięki któremu wszystko istnieje.
Minęła milisekunda, myśli błysnęły i przepłynęły. Drzewo drgnęło.
Uwięziony na nim człowiek otworzył oczy.
Fala załamała się nad waszymi głowami, step otoczył was z ogłuszającym łomotem, wypełniając oczy i usta rudym pyłem. Uderzyła was fala paniki, którą stampede pchało przed sobą. Tabun pędził.
Drzewo drżało w rytmie twojego serca.
Rude sploty warkoczy niczym klatka owijały się wokół ciebie i wokół więźnia. Przez wycie wichru i łomot kopyt przebiło się pytanie. Nie miało formy słów, było myślą, błyskiem, odczuciem.
Więzień szeroko otworzył oczy.
Rozpędzone kopyta, toczące pianę pyski, rozpalone szaleństwem oczy były już tuż nad wami. Jeszcze mgnienie oka i uderzą, zmiażdżą, zgniotą.
Jaguar wisiał nad tobą, a może pod tobą, wczepiony w Drzewo pazurami, przywarł do niego i błyskał białymi kłami. Panika wirowała dookoła.
TAK.



Nagła cisza oszołomiła cię, zawinięty wokół was horyzont, huczące stampede, oślepiający pył, to wszystko zawisło w zawieszeniu. Tak. Tak, dołączę do Ludzi, pójdę za tobą, pójdę za więzią.


Kopyta uderzyły, powodując ból, wgniatając w Drzewo, łamiąc, niszcząc. Nic nie widziałaś, czułaś tylko pod sobą drewniane sploty, do których przywarłaś, pył zgrzytał ci w zębach, wysuszał oczy, ścierał skórę. Wszystko zacieśniało się wokół was, jak gigantyczna pięść.

Błękit nie stał się widoczny od razu. Rozjarzał się stopniowo, jakby wiercił drogę przez rudą zasłonę, aż wreszcie świetlisty promień uderzył w Drzewo, rozszedł się po nim łagodną poświatą. Wyciągnęłaś rękę - promień stał się liną, sznurem, zacisnęłaś dłoń na jego szorstkiej powierzchni i szarpnęłaś. Udało sie, podciągnęłaś się, krok, dwa kroki. Odległość była tak samo abstrakcyjna jak czas.
Ale przesuwała się.
Obejrzałaś się. Byli za tobą. Ona, on i jaguar. Wokół was szalała ruda burza piaskowa, a wy brnęliście przez pył, trzymając się błękitnego promienia.
Szybciej.
Za wami rósł strach, unosił się jak kolejna fala czasoprzestrzeni.
Szybciej.
Stopy drapią się o wysuszoną trawę. Więc to znów step. Natura, ta, którą nazywasz Matką, Drzewo, spajające światy, porządek wszechrzeczy. Trawa. Ziemia pod stopami. Trawa. Bieg. Uporządkowanie. Panować nad umysłem.
Szybciej.
Trawa. Stopa za stopą, zanim dopadnie was strach i ciemność. Szybciej.
Kamienna posadzka jest zimna, strasznie zimna.
Szybciej.
Są tuż za wami. Tylko błękitny promień was wyprowadzi.
Szybciej.
Zimna. Posadzka. Kamienna. Podłoga. Sfera. Czyjaś ciepła dłoń.

Wróciłaś.

Dopiero po dłuższej chwili zorientowałaś się, że krzyczysz. Leżałaś na boku na posadzce, która rzeczywiście była zimna. Szamanka stała obok, w czerwieni, była blada, ale trzymała się prosto. Gdy otworzyłaś oczy, pierwszą rzeczą, jaką dostrzegłaś, był błękit otaczającej was sfery. Maiput, wyprostowana, płomienna, z uniesionymi ku górze dłońmi obejmowała nimi promień, który właśnie się rozjarzał i unosił ku górze, ku jaśniejącym nad wami znakom na obelisku. Po chwili gdzieś wysoko krótki błysk potwierdził, że coś zostało dodane do inskrypcji.
Podniosłaś się. Ból głowy był nieznośny, jak przy bardzo wrednej migrenie, w kącikach oczu wirowały ci gwiazdki, chciało ci się wymiotować.
Remus Astori podniósł się, podpierając ręką, z wysiłkiem uklęknął. Rozejrzał się błędnym wzrokiem dookoła. Dostrzegł cię, ale tylko oczy otworzyły mu się szerzej, skinął ci lekko głową, jakby nie miał siły na nic innego.
Błękitna sfera rozwiała się. Maiput opuściła ręce i spojrzała na niego. Ujął jej dłonie, ucałował i oparł na nich czoło. Uśmiechnęła się.
I zemdlała.

Ideogramy traciły barwę i rozpływały się w powietrzu. Czekający w napięciu wokół was ludzie podbiegli do was jeden przez drugiego, podnosząc z ziemi swoją kapłankę, Astoriego, ciebie. Ktoś wlał ci w usta jakiś piekący w smaku preparat, ktoś mruczał jakieś modlitwy.
- Hej? - usłyszałaś nad sobą pełne troski i jakże sensowne pytanie Verlana - Żyjesz?...
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Prim 
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 27-02-2015, 21:14   

Łzy wsiąkały w grunt. Drzewo drżało, a wraz z nim cały świat.
Zatopiła się w nim. Nie liczył się czas, przestrzeń, zagrożenie. Liczyło się połączenie. Czuła miarowe bicie tysiąca małych niteczek, ścięgien, żył. Nie wiedziała, czyich. I ona i Drzewo, pulsowali jednym rytmem. Jej oddech był oddechem Drzewa. I wszystkich Drzew Velidy.
Odpłynęła.
A Drzewo drżało.
Czarna, włochata Panika drżała tuż za nią, próbując ją odwieźć od celu.
Niedoczekanie.
Nie puściła. Fala Mocy ponownie zalała jej ciało.
Wreszcie Drzewo drgnęło. Remus otworzył oczy.
Ona również. Step natychmiast zalał jej twarz rudawym pyłem. Zakrztusiła się. Lecz nie puściła.
Nie wiedziała, gdzie jest Szamanka...co zamierza zrobić teraz...czy zaraz nie spotka się ze śmiercią pod kopytami pędzącego tabunu, który wstrząsał horyzontem.
Odwróciła spuchniętą, zakrwawioną twarz. Nie umrze, jak tchórz. Chce widzieć. Nie puszczając Drzewa, uniosła głowę wysoko, wpatrując się w Remusa i horyzont.

Koniec uśmiechał się do niej wielkimi, ostrymi zębami.
Nagle pytanie.
I odpowiedź.
I zawieszenie.
A potem znów ból, krew. I zaschnięte łzy w kącikach spuchniętych oczu.
I promień, droga z powrotem.
Błękit, wskazujący Nadzieję.
Przesuwała się szybko. Najszybciej jak umiała.
Nie myśląc, zapominając o czuciu. Zapominając o bólu, o strachu.
Cel. Znów cel przede mną. Kosmata Panika za mną.
Nie mogła złapać tchu, ale biegła. Biegła, tracąc siły, próbując się nie potykać w otaczających ją oparach Szaleństwa i burzy piaskowej.
Czas, miejsce, rzeczywistość...byle do przodu, za Błękitem.
Matka Natura jest wielka...

Zimno. Posadzka.
I krzyk.
Jej krzyk.
Szamanka obok. I błękit sfery. Dodana inskrypcja.
Udało się.
Czuła jak krew pulsuje jej w skroniach, jak bolą ją mięśnie od leżenia na zimnej posadzce.
I jak żołądek przypomina jej o tym, że i on potrafi boleć. Porządnie.
Powoli podniosła się z ziemi. Dostrzegła Remusa i wymieniła z nim spojrzenia.
Tamten przywarł do Szamanki, podziękował jej.
Cholerny romantyk. zdążyła pomyśleć. Dalej kręciło jej się w głowie.
Ognistowłosa uśmiechnęła się do niego. Po czym zemdlała. Druidka nie miała siły przybliżyć się do niej i pomóc. Póki świat nie przestanie tańczyć przed jej oczami.
Sfera powoli się rozpływała.

Po chwili czyjeś ręce podniosły Prim do góry, poczuła w ustach gorzki, piekący smak. Znała go.
Rozglądała się mętnym wzrokiem po pomieszczeniu. Dostrzegła, że podnoszą nie tylko ją. Cała trójka była w podobnym stanie.
Usłyszała troskliwy głos Verlana.
Przetarła twarz. Westchnęła.
- Wszystkie znaki wskazują na to...że jest to całkiem możliwe...mój spostrzegawczy przyjacielu...choć pewna nie jestem - odparła z przerwami, kolebiąc się lekko na boki
Czyjeś ręce trzymały ją dalej. Jednak z minuty na minutę jej stopy odzyskiwały coraz większą świadomość podłoża, a żołądek przestawał się wygłupiać.
Odnalazła wzrokiem Szamankę. Jej ludzie starali się ją ocucić. Chciała iść w jej stronę, wyrwała się z uścisku. Po kilku krokach ponownie upadła na ziemię. I znów te same ręce pomogły jej wstać, i dostać się do Ognistowłosej. Cel. Pamiętała go jeszcze. Nie rozumiała, co robi. Z resztą- nie potrzebowała. Wystarczyło wstać i iść. Tylko. I Aż.

Ludzie wokół protestowali. Jak zwykle, robiła, jak chciała. Druid zawsze jest potrzebny. Druid nie może sobie pozwolić na odpoczynek. Nawet jeśli jest w stanie koszmarnym. Druid zawsze powinien znaleźć siłę.

Po chwili znalazła się przy niej. Z niemałym wysiłkiem zwalczyła wirowanie świata. Ręce jej drżały, utrudniając wyciągnięcie z kaletki małej fiolki z kleistą cieczą o fioletowym zabarwieniu. Dobrze znanej. Nieodzownej.
Jakieś ręce pomogły jej ją odkorkować. Należały chyba do Cythii.
Podetknęła ją Szamance pod nos. Po chwili dostrzegła, jak powieki Ognistowłosej drgają. Za chwilę powinna się obudzić.
Po chwili otworzyła oczy.
Ich spojrzenia się spotkały.
Prim spróbowała ponownie utrzymać się na nogach. Z marnym skutkiem. Ponownie wylądowała na ziemi. Wszystko zawirowało. Jak wirował horyzont w tym wielkim szaleństwie.

Cholerna nieśmiertelność. Ten koszmar będzie mi się śnił do końca świata...
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu
profesor Delfina da Tirelli- archeolożka i badaczka, najmłodsza wykładowczyni Uniwersytetu w Messynie

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
Ostatnio zmieniony przez Prim 27-02-2015, 21:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 28-02-2015, 02:34   

Delikatnie wyciągnął rękę z uchwytu Cynthi.
- Nie martw się dziecko, wszystko będzie dobrze. Dadzą sobie tam radę.
Upakował fiolki do kieszeni po wewnętrznej stronie płaszcza. Udała się na dół do miejsca rytuału. Po drodze niestety się zagubił, myląc trasy. Tempo jaki szedł nie pomagało również.

Wybiegł kiedy rozległy się krzyki. Zasapany przykucnął przy druidce i podał jej maść.

- Natrzyj się trochę, potem daj pozostałym. Przyda się.
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 28-02-2015, 03:19   

Toruviel nie zaprotestowała, kiedy Primula oświadczyła, że uda się Tam sama. Mimo wszystko - była pewna, że ona będzie raczej zawadzać w tej niematerialnej krainie myśli, o której nie miała żadnej wiedzy, poza baśniami opowiadanymi przez babkę w dzieciństwie. Była gotowa Tam pójść, gdyby sytuacja tego wymagała. Patrzyła z uwagą, jak hobbitka wprowadza się w trans. Jak otacza ją błękitne światło. Odsunęła się kilka kroków.

Z początku nic się nie działo - żadnych zmian, ta sama wątła smużka Więzi, tylko Szamanka zdawała się coraz bardziej opadać z sił. A na czole druidki perliły się kropelki potu, usta delikatnie jej drgały. Kiedy kobieta upadła z klęczek na ziemię, elfka przygryzła delikatnie wargę. Iść?
W końcu, ledwie zauważalnie, pod opuszczonymi powiekami poruszyły się oczy Remusa Astoriiego.
Udało im się? Tak, chyba tak.
Błękitny promień, łączący monument ze sferą, świecił coraz jaśniej i silniej. Komnatę przeszył cichy jęk, a potem krzyk druidki, jednak po chwili zatrzepotały powieki Astoriiego, a Szamanka, blada i zmęczona, otworzyła oczy. Wstała ostrożnie i rozejrzała się dookoła. Uniosła, po raz kolejny, ręce i ujęła promień światła, przekazując mu coś, kierując nim. Po kilku sekundach przebudziła się także Primula.
Krótki rozbłysk.
Do Pamięci dodano nowe wersy.
Primula wstała, obok niej budził się Astorii.
Mężczyzna z wielkim wysiłkiem podniósł się i ucałował dłonie Szamanki.

Rytuał Przywrócenia Pamięci dobiegł końca. Sfera i ideogramy zaczęły się rozwiewać. A Szamanka padła zemdlona na ziemię Oddychała jednak.
Cholera... jest wykończona... - minęli ją ludzie - Tubylcy i Imperialiści, wszyscy spieszyli by pomóc tej trójce.
Wypuściła powietrze z płuc. Teraz będzie czekało ich prawdziwe wyzwanie. Podeszła ku ludziom otaczającym Szamankę. Nie mogli jej wybudzić. Toruviel, szczerze powiedziawszy, także nie miała pojęcia, jak mogliby to teraz zrobić... Przez tłumek przepchnęła się Primula, za którą podążał Verlan. Hobbitka wyciągnęła maleńką fiolkę i podetknęła ją Szamance pod nos. No jasne... sole trzeźwiące... Podziałało. Jednak wtedy Primula osunęła się na posadzkę. Ponownie był przy niej Verlan.

Toruviel z uwagą obserwowała Szamankę. Stanęła przy podtrzymujących ją ludziach, czekając, aż się obudzi.

Co dalej? Co dalej?! To absurdalne, by robić teraz coś jeszcze. Nie, kiedy ona jest tak zmęczona. Mogę ją wspomóc. Sztucznie. Ale to nie zastąpi normalnego odpoczynku... z drugiej strony... czy mamy tyle czasu? Czy mamy wybór?
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Indiana 
Administrator
Majestatyczny król lasu


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 01-03-2015, 08:49   

Zamieszanie po powrocie z szamańskiego transu trwało dobrą chwilę. Poszły w ruch i sole trzeźwiące Toruviel, i maść od Reshiego, i nieznane wam rytuały obrzędowe, które zaczęto wokół szamanki przeprowadzać. Wielu spośród wodzów było biegłych w tjej sztuce... albo może było regułą, że wodzowie byli szamanami... Albo też to nie byli wodzowie, tylko duchowi przewodnicy swoich plemion - nie bardzo mieliście możliwość, by o to właśnie teraz wypytywać.
Zatroszczono się także o was.
Dwie kobiety w białych szatach - o ile dobrze zrozumieliście, to był pewien rodzaj kapłańskiej służby świątynnej - przyniosły Prim dzban napoju, pachniał miętą, jakimiś ziołami i miodem.
- To wzmacniające - powiedziała jedna z nich, z ciepłym uśmiechem i troską kładąc rękę na twojej dłoni. Miała moze ze 40 lat, złotawe włosy nosiła spięte w kok na karku, wokół czoła miała diadem cięty z drewnianych korali, w które wpasowano drobinki Minerału - Dajemy to rannym i kobietom po porodzie. Uzupełnia to, co z organizmu wypłynęło, a nie powinno - przyjaznym spojrzeniem ogarnęła także Toruviel - Pani też się przyda - uśmiechneła się.

Szamanka ocknęła się po kilku minutach. Wyglądała jak po chorobie, ale oczy lśniły jej jasno, było w nich zdecydowanie i siła.
Obracając się pomiędzy swoimi ludźmi, uspokajała ich słowami i gestami. Pozwoliła się napoić, wpompować w siebie energię prostych rytuałów, ale po chwili przerwała.
- Wystarczy. Wszystko w porządku. Musimy zaczynać jak najprędzej, a każde z was będzie potrzebowało swoich sił. Proszę, wystarczy już!- jej głos był ciepły i spokojny, ale władczy, nie znoszący sprzeciwu. Za to podany napój z miodem i ziołami wypiła cały, do dna ponad litrowego dzbana.
Podeszła do was, do Toruviel i Primuli, do Astoriego, który przy was stał, wpatrując się raz w nią, raz w monolit z mało rozumiejącą miną, do Reshiego i Verlana, i Fenrisa, który chwilę wcześniej wiedziony obawami i chęcią pomocy zbiegł ze schodów do głównej sali.
- Już czas. Nie mam dość sił, to pewne, ale przecież nie jestem tu sama. Oni mi pomogą, a jeśli i wy będziecie mogły, to ... to jestem dobrej myśli - uśmiechnęła się - Gdy przyjdzie czas w rytuale, jeśli tylko zechcecie, możecie do naszej Pamięci dopisać myśl o was. Wszystkie obecne i przyszłe pokolenia mojego ludu będą o was wiedziec i mieć was za przyjaciół dzięki temu. Nie obawiajcie się, dla was nic się nie zmieni poza tym, że będziecie rozumieć naszą mowę i myśl bez mojej pomocy. Nasi Opiekunowie nie zyskają nad wami władzy ani niczym was to od nas nie uzależli. Jest jeszcze jedno, co musicie wiedzieć. Jeśli się nie uda... - zawiesiła głos - Oni to wiedzą, ale muszę powiedzieć i wam. Jeśli się nie uda, zastąpi mnie Taihire, moja siostra. Potwierdzi wszystkie układy, jakie z wami zawarłam, myślimy jednakowo. Jeśli tak się zdarzy... nie pozwólcie się dać zaskoczyć naszym wrogom. Idą tu. Jest pewna pułapka, którą zastawiłam na kobietę, która ściga Mori Khana. Pewien człowiek, którego obecność zachwieje jej ... emocjami. Jest w jednej z cel. Rozumiecie ludzi północy lepiej niż ktokolwiek z moich... Jeśli rytuał się nie uda... lub mi się nie uda z niego wyjść... proszę... - spojrzała na was bardzo poważnie - obrońcie to, co tu zostawię. Jeśli tak się stanie, być może nie nadszedł jeszcze właściwy czas.

Remus zachował się absolutnie przewidywalnie i dokładnie zgodnie z zakorzenionymi wśród ludzi północy schematami.
Z rozmachem przyklęknął przed Szamanką, jak rycerz przed swoją królową i przyłożył czoło do jej dłoni.
- Pozwól mi pomóc przy tym, co chcesz zrobić...
- To nie jest w twojej mocy - na twarzy Płomiennowłosej pojawił się ten sam uroczy, ciepły uśmiech, jak wówczas, gdy wręczał jej wianek z porostów. Kryształ, który jej ofiarował, nosiła teraz na szyi.
- Zatem dobrze - westchnął, wstając. Tylko Reshi i Verlan zauważyli, że mówił w czystej mowie tubylców - Żaden wróg tu nie wejdzie, przysięgam.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 01-03-2015, 17:02   

Zakrzątnęły się wokół nich białe kapłanki. Toruviel z wdzięcznością spojrzała na Primulę, gdy ta podała jej dzban z aromatycznym wywarem. Mięta i miód, zapach zimowych wieczorów... i jakieś zioła... Po całym ciele rozeszło się przyjemne ciepło, poczuła się nieco swobodniej. Większa zmiana zaszła w druidce. Widać było, ile ją kosztował ten trans.

Szamanka się obudziła i wokół niej zapanowało gorączkowe poruszenie. Spieszyli się. Czemu?
Patrzyła uważnie na Szamankę. Cóż mogę zrobić. Będę przelewać w nią i jej ludzi tyle energii, ile tylko mi się uda. Była pewna, że na jej twarzy odmalowała się ulga, jaką poczuła, gdy powiedziano, iż udział w Przebudzeniu nie wpłynie na jej ducha. Będzie mogła wyrazić to, co czuła i co myślała, bez strachu. Ale to był koniec dobrych wieści.

Więc szli tutaj. Szli tu ludzie z Vekowaru. Zapewne spotkali uciekinierów. Nie było już drogi odwrotu. Będą wszyscy musieli wykrzesać z siebie ostatnie iskry energii.
Otwierała usta, by coś powiedzieć, ale wtedy Astorii wysunął się na przód i padł na kolano przed Szamanką. To skutecznie ją uciszyło. Może i dobrze. Pozwoliła sobie na delikatny uśmiech. Choćby i dla tej dwójki, niech się uda. Niech ona też coś wreszcie od życia dostanie poza niekończącymi się obowiązkami.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Prim 
niziołek


Skąd: Kraków
Wysłany: 01-03-2015, 18:29   

Kręciło jej się w głowie. Mikstura, którą w nią wlano, nieco jej pomogła, lecz nie na tyle, by samodzielnie się poruszać. Żołądek dalej stepował, a gwiazdy przed jej oczami lekko jeszcze wirowały.
Cholera. Stęknęła, po czym ponownie przetarła ręką po twarzy.
Verlan stał obok niej, by w razie czego znów ją podnieść.
-Dzięki. - zwróciła się do niego. Tamten tylko skinął głową.
Tymczasem przez tłum zaczął przeciskać się Reshi, niekwestionowany król refleksu całej tej sytuacji. W dłoniach ściskał jakieś naczynko z maścią. Otworzył je, po czym podał Prim.
Spojrzała na niego spode łba. Westchnęła i natarła skronie zawartością. Mgła, zacierająca jasne drogi myślenia druidki, zdawała się opadać.
Podała maść Szamance, po czym usiadła nieopodal na ziemi. Dalej nie czuła się najlepiej.

Wokół Ognistowłosej tubylcy zaczęli odprawiać jakieś rytuały. Jak widać pomocne- bo Ognistowłosa z każdą chwilą wyglądała coraz lepiej.
Po chwili Prim poczuła dotknięcie w ramię. Jakaś kobieta podawała jej dzban. Musiała przyznać pachniał przyjaźnie. Mięta, miód, trochę głogu...i serdecznik?
- Dziękuję. - kiwnęła głową, wysłuchawszy objaśnienia
Cudownie...kobieta po porodzie...na dodatek ranna...wyśmienicie. przebiegło jej przez głowę.
Upiła spory łyk. Rozgrzewało. I dobrze. Potrzebowała tego.
Po chwili przypomniała sobie o Toruviel.
- Proszę.- podała jej dzban i uśmiechnęła się przepraszająco.
Czuła, jak płyn rozpływa się po jej ciele. Jak wypełnia każdą komórkę..każdą najmniejszą cząstkę, która stawała się ciepła, rozżarzona. Na policzki wstąpiły rumieńce.
Po chwili wstała o własnych siłach. Strzepnęła ubranie.
Widziała że Szamanka zaczyna się powoli opędzać od pomocników. To był właściwy moment.
Szybkim krokiem podeszła do wcześniej rozrysowanego kręgu i komponentów. Zdecydowanymi, wyuczonymi ruchami pobrała z nich energię. Poczuła, jak na nowo płynie w jej żyłach Moc. Jak wypełnia każdy skrawek jej świadomości, jej ciała, jej dłoni.
W jej oczach tańczyły ogniki. Była gotowa.
Wróciła do Toruviel i Remusa. Po chwili podeszła do nich Szamanka.
Wysłuchali jej w ciszy.
Po chwili Prim w skupieniu kiwnęła głową.
- Dobrze...Wesprzemy Cię, jak tylko będziemy mogły.- rzekła, spoglądając na Toruviel, która kiwnięciem głowy potwierdziła prawdziwość słów druidki- A co do tych ludzi....nie wejdą tutaj w całości..- jej ton zrobił się cichy...zacięty.- Cynthia zastawiła pułapki. Moi ludzie są gotowi. - wymieniła spojrzenia z Kurtem
Tymczasem Remus ukląkł przed Szamanką... Prim w pierwszym odruchu chciała coś powiedzieć, lecz zacisnęła tylko zęby. Powinna była mu wcześniej przemówić mu do rozsądku. Lecz nie było kiedy...na uczcie nie było chwili..a potem władował się w płaszczyznę tego chędożonego Szamana...Istna wolna, szalona dusza. Na takiego nic nie poradzisz...
Zauważyła lekki uśmiech Toruviel, potwierdzający powyższe stwierdzenie.
Westchnęła.
Po chwili Remus wstał. Zacięty. Zdecydowany, by bronić swojej kobiety.
Największa i najbardziej tragiczna plaga świata..cholerni romantycy...

Skinęła głową Szamance. Można zaczynać.
Ogarnęła wzrokiem swoich ludzi.
- Będziemy mieli towarzystwo. Niedługo. Zajmijcie pozycje, nie dajcie się poharatać. - rzekła do nich stanowczo. Oczy jej się zwęziły. Zacisnęła wargi.
Kiwnęli głową w odpowiedzi.

Szykuje się rytuał wśród szczęku żelastwa i strzał latających nad uchem... uśmiechnęła się kpiąco.
Pamięć. Obudzić. Dopisać. Przeżyć. Plan prosty, łatwy do spamiętania...
_________________
Primula Seweird- niziołek i druidka, pierwsza Imperialistka wśród nie- ludzi, sprzymierzona z Ludem Qarnachasayosyran, Ludzi- którzy Wiedzą, przyjaciółka Nayestecae
Primrose Goldworthy- niziołek i druidka, sprzymierzona z orkami Imperialistka, która obudziła Starych Bogów
Phlox dar Gorn- była banitka, czarownica z mroczną duszą, wdowa po Lambercie dar Gorn,
Cinna- historyk i druid, sapientystka, członkini Sztabu Konspiracji Północy, jedna z tych, którzy przypisali domeny Północy Opiekunom
Tari'gar- nieustępliwa i wymagająca admirał floty Talsoi
Surfinia- hobbitka z gminy w pobliżu zgliszcz Birki, żona Szomera z krwią tysięcy na rękach
Pixie- goblińska wojowniczka z plemienia Harcu
profesor Delfina da Tirelli- archeolożka i badaczka, najmłodsza wykładowczyni Uniwersytetu w Messynie

„Aby coś znaleźć, trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło...”

"Czasem ku przeznaczeniu prowadzi właśnie ta droga, którą nie chcemy kroczyć"
Ostatnio zmieniony przez Prim 01-03-2015, 18:31, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 02-03-2015, 01:06   

Szturchnął Verlana łokciem.
- Stary, mam nadzieję, że ty też nie zaczniesz gadać po tubylcowemu. - Zaśmiał się, dał chwilę na odpowiedź. Potem przebił się przez tłum do szamanki.

Ciekawe, kto to może być. Z rodziny chyba nikt... ale kto to wie.

- Czego możemy się spodziewać po mojej bratanicy? Czy się też różni od przeciętnego maga? Oraz kim jest ten tajemniczy człowiek?
 
 
Akinori 
Fenrir


Skąd: Wrocław
Wysłany: 02-03-2015, 01:52   

Pierwsza część rytuału powiodła się.. Należy podziękować bogom. Wszyscy przygotowują się na atak, a zapominają dzięki komu to wszystko się udało. Fenris znajduje Sivarę – Towarzyszko, wiesz może gdzie mógłbym podziękować naszym bogom, za siłę i wytrwałość którą obdarowali moją Panią? – mówił gorliwie, a przez jego umysł przepływały stare wspomnienia modlitw i obrzędów, nad którymi panowało poczucie obowiązku. Skoro jest częścią ludu, powinien też czcić bogów ludu.
Sivara zaprowadziła go do jakiegoś mniejszego pomieszczenia. W jej myślach można było dostrzec wspomnienia kiedy to ona dziękowała bogom lub o coś ich prosiła.
Bogowie ludu, dziękuję wam! Dziękuje wam po stokroć za siłę i wytrwałość którą obdarzyliście moją Panią. Dzięki wam lud powstanie raz jeszcze. Wiem że niewiele mogę wam ofiarować, gdyż wyzbyłem się wszystkich rzeczy które miałem. Mam natomiast rzeczy których nie da się dotknąć czy nawet poczuć. Mam siebie. Mam swoje wspomnienia z północy, wspomnienia dzieciństwa. Wspomnienia które stworzyły mnie takim jakim jestem. Je pragnę wam ofiarować, ofiarować część siebie.
_________________
"Eee tam, wyklepie się na warsztacie"
 
 
Indiana 
Administrator
Majestatyczny król lasu


Skąd: Z wilczych dołów
Wysłany: 02-03-2015, 01:53   

Reshi,
Verlan spojrzał na ciebie jak na głupka.
- A pizgnąć ci...? - zapytał retorycznie w najczystszej mowie północy, rozwiewając wątpliwości - Chociaż ty to lekko zaciągasz z akcentem, staruszku... - zakpił - Chodź, ogarniemy co się dzieje na zewnątrz, może przydamy sie bardziej.
Przytaknąłeś i podeszliście dowiedzieć się więcej. Twoje pytanie zostało "przejęte" przez jednego z "białych" kapłanów, jako że Szamanka zaczęła już kreślić rytuał.
Kapłan zdaje się był dość dobrze rozeznany w sytuacji, ale w języku północy słabiej.
- Kobieta jest narzędzie Mori Khan, rozumiesz, jakby umysł ona władza on. Ale on błąd, błąd wiele. On ciągle władza jej umysł, on lubi władza. A ona w moc wróg, w moc ktoś wiele bardzo siła magia. Władza-więź ciągle, ale odwrotnie - tubylec zobrazował to z pomocą włóczni, którą ułożył między wami, a potem odwrócił stronami, grotem ku sobie - My nie widział kto ten wiele-siła-magia. Ale on przez kobieta może Mori Khan tutaj kazać śmierć. Może też mu kazać śmierć my wszyscy. Może... może co nie wiem. A człowiek ten. Więzień jeden z. Człowiek od-czarnego-smoka. W jego myśl ona kobieta bardzo. Moze i w jej myśl on bardzo. Wtedy zburzyć jej myśl przez niego możliwe.
Rozmawiając wyszliście wraz z Fenrisem na górę, na galeryjkę.



Tymczasem na dole wreszcie się zaczęło.
Maiput rozpoczęła rytuał podobnie jak poprzednie - rozrysowując siatkę symboli wokół świecącego blado monolitu. I zaczęła śpiewać. Najpierw to był ciuchutki, matowy zaśpiew, mruczenie, trochę jak mantra.
W niewielkiej błękitnej sferze przed nią zmaterializował się przedmiot, płaski kamień nie większy niż pół na pół metra. Uniosła go w dłoniach.
Ludzie wokół was, wodzowie plemion i owa biało odziana służba kapłańska, stanęli na obrzeżu sali. Toruviel i Primuli wskazano także miejsca na tym wielkim okręgu.
Najpierw ostatni z kamieni. Ostatni zapis wielkiej pamięci wielkiego ludu, odzyskany. Szamanka unosząc go wysoko raz jeszcze skłoniła się w waszym kierunku i bezgłośnie powiedziała "dziękuję". Potem błękitna otoczka wokół kamienia wyemanowała jasnym promieniem ku górze, rozświetlając wnętrze obelisku, na górze błysnęło oślepiająco, światło przez chwilę zalało komnatę tak, że musieliście przymknąć oczy. Przez kamienne ściany piramidy dobiegł was wydarty z licznych ust zgromadzonych na zewnątrz ludzi okrzyk radości.
Szamanka wyraźnie odetchnęła.
Obelisk był kompletny, ale wciąż wiązało go dawno nałożone zaklęcie. Teraz ta blokada stawała się widoczna dla oczu - monolit zaczął pulsować światłem, którego kolor u podstawy przestał być błękitny, a zaczął zbliżać się do fioletów i karminów. Tam, gdzie stykał się z otaczającym go zbiornikiem ze skalnym olejem, zaczynał z sykiem parować. Parowały też symbole, ułożone na posadzce z kamiennej mozaiki.
Maiput krążyła wokół, przy każdym z osobna odprawiając osobny obrzęd, za każdym razem inny.
Ziemia. Wspólna.
Mowa. Ta sama.
Dziedzictwo.
Prawa.
Mądrość.
Siła.
Wiara.
Wszystko wracało.
A ona słabła. Ale zdołała zakończyć krąg, niemal się zatoczyła, gdy dotarła z powrotem do pierwszego z symboli.
Otaczający centrum z monolitem wodzowie zaczęli dołączać się do rytuału. Powoli, jeden za drugim, łączyli swój śpiew z jej głosem. Każdy był inny, mieliście wrażenie, że każdy mówi odrobinę innymi słowami, może innym dialektem, akcentem.
Jednakw jakiś sposób idealnie się komponowały. Każda dołączająca osoba wyraźnie dodawała sił Szamance. Od każdej dołączającej osoby płynęły także promienie do Monolitu. Było dla was zadziwiające, jak bardzo zwizualizowana była ich magia, objawiająca się światłem, błyskiem , znakiem. Całe to światło niemalże przepływało przez Monolit, kotłowały się w nim cienie i fale, jakby był uczyniony z jakiegoś gazu,a nie z kamienia, z niego zaś wypromieniowywało ku górze. Szamanka, wzmocniona śpiewem i mocą swoich wodzów, przez chwilę utrzymywała tę energię w ryzach, korygowała jej bieg, ale wkrótce gotująca się energia, próbująca przełamać trzymającą ją obrożę zaklęcia, zaczęła odbierać jej siły. Aż zrozumiałyście, że to jest właśnie moment, w którym możecie dopisać swoje znaki.I to jest moment, kiedy musicie dodać jej energii.
_________________
"Boję się klatki, więzienia, do którego przywyknę z czasem, aż zniknie pamięć i potrzeba męstwa..."
"(...) niech umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie (...)"
"(...).Loyalty. Honor. A willing heart... I can ask no more than that. "
 
 
Reshion vol 2 Electric Bo 
To jak, umowa handlowa?


Skąd: Szczecin
Wysłany: 03-03-2015, 02:00   

Szedł cały czas obok kapłana.
- Hmmm, a mogę znać imię tego człowieka? Swoja drogą gdzie idziemy? A wracając to ciekawi mnie niezmiernie w jak sama jego obecność ma wpłynąć tak na nią... A co jeśli nie będzie chciał współpracować lub z jakoś względu, na przykład nie zobaczy go lub nikt po niego nie pójdzie, nie będziecie mogli go użyć przeciwko niej? Macie jakiś pomysł zapasowy? W jaki sposób Khan wpływa na Emilię? W jaki sposób może ją użyć? Oraz.... czy jesteście pewni, że jest przeciwko nam?
 
 
Toruviel 
droidka w wianku

Skąd: Ozorków - i tak nie wiesz gdzie to jest
Wysłany: 03-03-2015, 02:26   

Toruviel stała w wielkim ludzkim kręgu, obrazie wspólnoty tych ludzi. Wspólnoty, której zasięgu mogła się jedynie domyślać. Widziała sferę fizyczną, widziała ludzi, słyszała ich ciche oddechy. Nie była w stanie domyślić się, co działo się w ich głowach, jakie myśli dzielili ze sobą. I to było właściwe. Niektóre tajemnice powinny pozostać tajemnicami.
Rozbłysk światła. Ostatni fragment dołączył do całości, wypełnił układankę rozbitą od wielu, wielu loa. Wokół niej nastąpił wybuch radości, a na zgromadzonych padła fioletowo-błękitna poświata. Wyglądali jak duchy w swoich pióropuszach i biżuterii, z malunkami na twarzach.

Symbole zaczęły znikać, a elfka rozumiała co wracało do tych ludzi. Każdą drobną cząstkę - ziemia, mowa, dziedzictwo, prawo, mądrość, siła, wiara... jedność... Jednoczyli się na jej oczach. Budzili się.
Takie to proste, tak proste, takie oczywiste. Gdybyśmy my potrafili tak się porozumieć. Gdybyśmy tylko potrafili.
Szamanka, idąca powoli wokół obelisku, zachwiała się. A wtedy rozbrzmiały głosy. Pieśń, słowa pełne przeżyć, życzeń, doświadczenia, otuchy i nadziei. Pełne mocy. I sala ożyła. Ta moc, drzemiąca pod spodem, którą Toruviel czuła wcześniej, ukazała się ich oczom w spiralnych skrętach, w świetlistych smugach. Łączyła monolit ze śpiewającymi ludźmi. A może to więź tych ludzi wizualizowała tę moc. Dziwna moc, inna od naszej. Obca i piękna. Moc promieniowała w górę, łamała bariery.

Osoba będą przekaźnikiem mocy zawsze cierpi. Nolwe'yaro i Vayle'yaro kilkanaście loa uczą się łączyć z energią swobodnie. Manipulować nią nie stwarzając zagrożenia dla siebie i innych. A ta kobieta, chociaż obdarzona niezwykłą mocą, nie miała możliwości przystosowania swojego ciała do takiego wysiłku. Była zwyczajnie zbyt młoda.

W harmonijny chór wzbił się cienki głos, wysoki i dźwięczny jak dzwonki na wietrze. Toruviel uniosła ręce i po raz kolejny wysłała moc, ponownie schodząc poniżej swej własnej rezerwy. W skupieniu przekazała energię rudowłosej kobiecie i zamknęła ją w jej organizmie. Przed oczami zatańczyły jej czerwone plamki. Dała tyle ile mogła. Niemal wszystko co miała w sobie. Reszty potrzebowała.
Zaczęła śpiewać.
Zaśpiewała o więzach krwi. O więzach krwi łączących właśnie budzący się lud. O więzach krwi łączących elfów tego świata.
Zaśpiewała o błyskotliwej wiedzy i pragnieniu jej poszerzania. O magii i sztuce elfów. O magii i technice Ludu.
Zaśpiewała o przodkach żyjących w pamięci swych dzieci. O żywych ea. O Ikni. O dawnych mędrcach Ludu.
Zaśpiewała o dziedzictwie i konieczności. O lasach Aenthil. O talsoiskim wybrzeżu. O górach Larionu. O egzotycznych lasach południowych krain. O zapomnianej wiedzy i budynkach leżących w ruinie. O poświęceniu i wyborze, jakiego trzeba dokonać.
Zaśpiewała o istotach czuwających nad śmiertelnymi. O Silvie. O Herbie. O Tulvie. O Klyfcie. O Narrem. O Opiekunach Ludu. O uczuciach śmiertelnych do istot - wahaniu i niepewności, tęsknocie i przywiązaniu, wdzięczności i wzajemnej pomocy.
Zaśpiewała o smutku. O tęsknocie za domem i dawnymi czasami. O minionej chwale i dniach pokoju.
Zaśpiewała o radości minionej i przyszłej. O smukłych drzewach Aenthil Irin, o liściach drżących od śpiewu. O świętujących wspólnie pod gwiazdami elfach. O pamięci różnic i pamięci rozbratu. O pamięci o grzechach i dokonaniach Ludu. O nadziei na jasną jak gwiazdy przyszłość.
Zaśpiewała o ciepłych uczuciach. O miłości i szacunku. O pasji i szczęściu. O tym, co musi być przebaczone.
Zaśpiewała o chłodzie i nienawiści. O tym, czego nie wolno zapomnieć.
-Nai i eleni Ardo silar tenna maranwelva utúluva. Niech gwiazdy świata święcą aż nadejdzie nasz los.

Ponownie uniosła dłoń i wysłała jeden krótki impuls, dodając go do krążącej po sali energii. Nie była pewna, czy potrafiła, ale chciała do niego wlać swój przekaz.
_________________
I turnus '12 - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia magiczka
I turnus '13 - Maja, druidka
II turnus '14 + epilog - Tulya'Toruviel Meliaor, elfia dyplomatka z magicznym wykształceniem
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,3 sekundy. Zapytań do SQL: 9